○ SESJA MIŁOSNA NAD IZARĄ ○
Bardzo często ciągnie nas w najodleglejsze zakątki świata, pociąga nas to, co egzotyczne. Tymczasem piękne miejsca znajdują się nieopodal, bardzo często „za miedzą” i „po sąsiedzku”. My sami odkryliśmy coś, obok czego niejednokrotnie przechodziliśmy. Jak się później okazało, Zuzana i Jozef znali to miejsce już wcześniej. Ich sesja miłosna odbyła się nad Monachijską Izarą.


Monachium kryje w sobie piękne zakątki. Rzeka Izara przepływająca przez miasto ciągnie się wzdłuż Ogrodu Angielskiego (Englischer Garten), w którym znaleźć można liczne enklawy, stanowiące doskonałe miejsce do odpoczynku. Schowane za dziko rosnącymi drzewami zatoczki posłużyły nam za miejsce intymnej sesji narzeczeńskiej.

Spotkanie z zakochaną parą Słowaków dało nam wiele do myślenia. Nasze języki, choć tak do siebie podobne, mogą w niektórych momentach różnić się od siebie kompletnie. Nie jest to jednak żadnym utrudnieniem. Jeśli wiemy, że możemy się potknąć, to stawiamy kroki ostrożniej. Tak samo w rozmowie z naszymi sąsiadami. Mając świadomość złego zrozumienia, mówimy tak, aby być zrozumianym. Takie podejście czasem przydałoby się również w rozmowie z rodakami. Wykluczylibyśmy w ten prosty sposób ryzyko konfliktu, aby nie mówić potem za klasykiem: Poszło o nieporozumienie :–)

Było wczesne lato, kiedy spotkaliśmy się z naszymi zakochanymi. Izara, choć dużo spokojniejsza niż kilka tygodni wcześniej, niosła ze sobą całą masę zimowych górskich roztopów. Stąd szaro-zielony kolor wody. Widać było jeszcze, dokąd sięgał poziom rzeki wiosną. Monachijska część Izary niczym nie przypomina górskiego potoku. W tym miejscu jest szeroka, a jej nurt potrafiłby powalić solidnego chłopa, stojącego po kolana w wodzie.




Mimo palącego letniego słońca, czas spędziliśmy bardzo przyjemnie. Liczne drzewa rzucały chłodny cień, a wartki nurt Izary sprawiał, że rzeka wyrzucała w powietrze przyjemną bryzę. Dzięki takim warunkom cała sesja narzeczeńska nie była męcząca, a piękna gra światła i cienia nadała zdjęciom więcej charakteru.



Po raz kolejny przekonaliśmy się, że mimo różnic językowych i kulturowych jesteśmy jako ludzie jednakowi. Nie jest to nic odkrywczego. Niestety wciąż przez wielu trudne do zaakceptowania. My jednak, podchodząc do każdego z dobrym nastawieniem, spotykamy się z życzliwością. Wierzymy, że nie zmieni się to nigdy. Zuzanie i Jozefowi natomiast życzymy wspólnych dni do końca.



